RELACJA: WYGRANE WARSZTATY Z GRZEGORZEM ŁAPANOWSKI I OLEJEM RZEPAKOWYM

Wygrałam. Mój przepis na majonez okazał się strzałem w dziesiątkę. Witaj Warszawo! Witajcie warsztaty!

Przyznam szczerze, że miałam chrapkę na patelnie do paelli. Los dał mi jednak większe szczęście. Znalazłam się w pierwszej dwudziestce i dostałam zaproszenie na warsztaty z Grzegorzem Łapanowskim. Temat przewodni to oczywiście olej rzepakowy. Cały konkurs był organizowany pod patronatem akcji „Pokochaj Olej Rzepakowy”. Ucieszyłam się ogromnie, ale zaraz po tym pojawiło się pytanie: czy dam radę pojechać? W końcu warsztaty miały się odbyć w Warszawie a ja mieszkam na Śląsku. Drugą przeszkodą było moje małe dziecko. Haha! Czy beze mnie wytrzyma? W końcu w dalszym ciągu jestem matką karmiącą. Po wielu godzinach przemyśleń i rozważania różnych opcji, zdecydowałam. JADĘ! Dzięki wsparciu rodziny i męża oczywiście (DZIĘKUJĘ! <3).

Warsztaty zaplanowano na 20 maja. Godzina 11:00 Food Lab Studio. Na szczęście droga do Warszawy zajęła mi dwie godziny. Pendolino. Same nowości w ten dzień. Przydały się też niewielkie znajomości w stolicy. Para bliskich znajomych która tam mieszka podrzuciła mnie na miejsce (również Wam dziękuję!). Jeden wielki stres. Może i uchodzę za osobę towarzyską, z jakimś tam poczuciem humoru, ale nie jeśli chodzi o nowe znajomości, nowe otoczenie. No cóż. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że aby się rozwijać, trzeba wychodzi poza swoją strefę komfortu.

Miejsce przepiękne. Od wejścia można było poczuć rodzinną atmosferę. Od razu zostałam zauważona i ciepło przywitana przez gospodarza warsztatów. Pan Grzegorz – przemiły człowiek. Obawiałam się tego spotkania ale po tym geście całe napięcie gdzieś poleciało. Na szczęście studio miało swój mini sklepik i mogłam na miejscu kupić najnowszą książkę szefa (genialna i przepiękna! Polecam Wam szczerze „Wzór na smak”) wraz z jego autografem oczywiście. Zostałyśmy zaproszone również do suto zastawionego stołu z poczęstunkiem.

 

Punktualnie o 11:00 udało nam się rozpocząć warsztaty. Najpierw parę słów wstępu, dawka wiedzy o oleju rzepakowym oczywiście i krótkie wprowadzenie do tego co będziemy robić. Menu oczywiście zostało oparte na daniach z udziałem oleju rzepakowego. Podzielone na dwie grupy przeniosłyśmy się do kuchni żeby rozpocząć pracę. Każda drużyna miała swoje zadania do wykonania i rewelacyjnego kuchennego przewodnika. Uwielbiam taki kuchenny harmider. Co chwila dostawałyśmy cenne uwagi i wskazówki. W międzyczasie można było zobaczyć tłoczenie oleju na żywo przez specjalną maszynkę. Fajna sprawa.

 

Dania w ekspresowym tempie zostały przygotowane do wydania. Mimo tego iż robione w pośpiechu, może niekoniecznie dopracowane jak w najlepszych restauracjach, jednak i tak piękne. Ja tam byłam z siebie dumna. Poznałam tam tyle nowych smaków i tricków że ho! Nie spodziewałam się tego. Byłam zachwycona! Był oczywiście też czas na zdjęcia. Dziewczyny układały piękne kompozycje, starannie układały talerze. Ja jednak pojechałam z zamiarem gotowania a nie po to żeby latać z aparatem. Komórka wystarczyła. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za jakość zdjęć i kadrowanie!

Po skończonej robocie był czas na przyjemniejszą część. Degustacja oczywiście! Wszystko było takie pyszne… Niesamowite. Mało chodzę po drogich restauracjach, nie mam doświadczenia w takich wyszukanych smakach, a tam w jedną godzinę, nie dość że zrobiłam to i zjadłam coś wyjątkowego! Wszystko starałam się zapisać żeby móc potem w domu odtworzyć choć w jakimś stopniu te dania i być może kiedyś przedstawić je Wam na blogu. Zobaczymy.

Skoro jesteśmy już przy jedzeniu to oczywiście mam dla Was zdjęcia tych pyszności i parę słów o nich (a jak!).

  1. Sałatka. Szparag zielony, liście nasturcji (jak ich skosztowałam to od razu zasiałam na balkonie, są pyszne, trochę jak rzodkiewka a do tego piękne), rzodkiewka, szczypiorek, liście melisy, rukola. Doprawiona właściwie chyba tylko olejem rzepakowym. Przepyszna, prosta, wiosenna.
  2. Spring rollsy. Zioła, liście nasturcji, bratki, majonez, papier ryżowy. Niestety nie byłam przy ich tworzeniu. Bardzo tego żałuję bo były przepyszne. Pamiętam ich smak do dzisiaj!  
  3. Śledzik. Śledź wiejski, olej rzepakowy, olej szpinakowy, kwiaty rzepaku, piklowana cebula czerwona, dressing octowy cebulką. Uwielbiam śledzia. Pod każda postacią. Musze go powtórzyć bo zachwycił mnie ogromnie.
  4. Dorsz. Filet dorsza w cieście naleśnikowym, smażony na głębokim oleju, disco-majo (trzy smaki majonezu: szpinakowy, z pudrem buraczanym i kurkumą), chipsy z topinamburu (pierwszy raz jadłam! Istny słonecznik!) i pietruszki oraz świeża kolendra. Wow. Cudowne połączenie. A te kolory… Aż szkoda było jeść! Choć nie, w sumie było tak pyszne, że szkoda byłoby zostawić…
  5. Kolejny dorsz. Filet idealnie wysmażony, blanszowane szparagi, karmelizowane: pieczarki, cebula i pasternak, delikatny majonez i suszona porzeczka. Poezja. Tak pyszne danie a właściwie nie wymaga zbyt długiego czasu przygotowania. Maksimum smaku przy minimum wkładu!
  6. Stek. Rostbef sous vide przygotowany wcześniej (55°C, 2 godziny), wysmażony dla dodania smaku, bastowany, puree z pietruszki z oliwą truflową, młody liść botwinki, kapary, sałata rzymska z olejem, ziołami i sokiem z cytryny, do tego wszystkiego piklowana cebula, szczypior i idealny sos długo gotowany na kościach cielęcych z winem. Mój faworyt. Może przez to, że już od długiego czasu nie jadłam steku. Uwielbiam pół krwisty a w ciąży i podczas karmienia surowizna jest niewskazana. Tym razem jednak nie mogłam odmówić. Wzdycham z zachwytem na samo wspomnienie…    

Przy okazji gotowania i degustowania poznałam parę przemiłych dziewczyn. Miło zobaczyć na żywo kto stoi za blogiem, który się czyta. Mam nadzieję, że jeszcze nadarzy się niejedna okazja do spotkania.

Pan Grzegorz był dostępny dla nas cały czas. Odpowiadał cierpliwie na każde pytanie. Było czuć w tym mnóstwo pasji. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Niektórzy mogą myśleć, że osoby znane z telewizji są zadufane w sobie. Nie w tym przypadku. Powiem tylko tyle: mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała tę ogromną przyjemność i trafię pod jego skrzydła na jakieś warsztaty. Marzenie na przyszłość! Ciężko też nie wspomnieć wspaniałej ekipy, która mu towarzyszyła. Jesteście najlepsi!

Zapraszam Was również na relację zdjęciową oraz filmową realizowaną przez organizatorów akcji:

FOTORELACJA

FILM

Jeżeli ktoś chciałby przepis na zwycięski majonez to zapraszam TUTAJ

Dziękuję jeszcze raz za możliwość uczestniczenia w tak fajnym spotkaniu 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s